Lukas Podolski - Polskie serce, Niemiecka krew!

Wiadomości » Lukas w reprezentacji

Mało radości po półfinale

Jest radość, nie ma spokoju. Awans długo stał na ostrzu noża – pisze "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Niemcy pierwszy raz od 12 lat zagrają o złoto, ale nawet oni nie wiedzą, czego się po sobie spodziewać w finale.

W hotelu w Asconie na wracającą z Bazylei reprezentację czekał pokaz fajerwerków. Był środek nocy, ale piłkarze zostali jeszcze na kolację na tarasie hotelu i kilka wspólnych toastów.

Wczoraj trening mieli tylko rezerwowi, bohaterowie półfinału dostali wolne.

Komentatorzy zwracają uwagę, że piłkarze byli znacznie mniej radośni niż po ćwierćfinałowym zwycięstwie nad Portugalią. Zwłaszcza tuż po meczu, gdy poszli podziękować kibicom za doping. Lukas Podolski i Bastian Schweinsteiger próbowali być wodzirejami, ale w tłumie świętujących brakowało dwóch ważnych osób.

Joachim Löw i Michael Ballack zeszli szybko do szatni, wcześniej pożegnali się z kibicami, wyciągając w górę kciuki.

W półfinale można było zobaczyć przede wszystkim wolę zwycięstwa, dobrych niemieckich akcji było niewiele.

Chęć wygrania była większa od wszystkich błędów, które popełniliśmy. W tym turnieju nie ma drużyny, która bardziej wierzy w siebie niż my – tłumaczy Christoph Metzelder. Byliśmy po prostu lepszą wersją Turcji. Rywale nie docenili naszej woli walki – mówi Jens Lehmann.

Drużyna zagrała w takim samym składzie i ustawieniu jak w meczu z Portugalią, ale efekt był zupełnie inny. Według „Die Welt” najgorsi wśród Niemców byli Simon Rolfes, zmieniony w przerwie nie tylko z powodu rozciętego łuku brwiowego, oraz Arne Friedrich. Niewiele lepiej zostali ocenieni Thomas Hitzlsperger, Jens Lehmann i – co zdarza się bardzo rzadko – Michael Ballack.

Centrum grawitacji niemieckiej drużyny w pierwszej połowie nie przyciągało piłek prawie wcale, po przerwie było lepiej, ale i tak Ballack z trudem uwalniał się spod opieki Mehmeta Aurelio – pisze dziennik.

Finał ma wyglądać zupełnie inaczej. W sobotę reprezentacja pożegna się z Asconą i wyruszy do Wiednia. W hotelu pewnie jeszcze przez jakiś czas pozostaną drogowskazy z napisem „Mission”, prowadzące przez ogród. Na końcu drogi strzałki pokazują na basen. Przy nim stoi kopia Pucharu Henri Delaunaya.

Komenatrze

Skomentuj tą wiadomość!

Bądź kuluralny. Rzeczowy. Nie bluzgaj.

Treść musi zawierać minimum 20 znaków

2007-2009 © www.lukaspodolski.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone