Gwiazda Bayernu i Reprezentacji Niemiec - Lukas Podolski - w przerwie między sezonami odwiedziła w czerwcu 2007 roku stadion Górnika Zabrze i miejsca, które były ważne w jego, spędzonym w Gliwicach dzieciństwie. Przy okazji pobytu, piłkarz chętnie udzielił wywiadu gazecie Sport i spotkał się z jej dziennikarzem...
Jestem w Polsce jeszcze kilka dni, chętnie zobaczę kilka rzeczy... - powiedział Poldi, który tradycyjnie, tym razem z dziewczyną Moniką, zatrzymał się w domu babci w Gliwicach-Sośnicy. Na co padł wybór? Na kościół, w którym Podolski na początku lipca 1985 roku przyjął chrzest. Na szpital położniczy, w którym przyszedł na świat.
Byłem tak mały kiedy wyjechałem, że nic konkretnego nie pamiętam. Te miejsca zawsze pokazują mi jednak najbliżsi, kiedy tylko jestem w Gliwicach - zdradza Podolski.
Księgę parafialną z wpisanym swoim nazwiskiem zobaczył jednak po raz pierwszy. Była też wizyta pod kopalni Sośnica, w której pracuje do dziś jego wujek.
Wszystko zaczęło się jednak na stadionie Górnika, gdzie Podolski był po raz pierwszy. Ze Stanisławem Oślizło przywitali się jak starzy znajomi.
Przecież znamy się już trzy dni - żartował Oślizło, wspominając spotkanie z Poldim w Knurowie, który zawodnik odwiedził wcześniej. Jest szansa zobaczyć cię na boisku w Monachium? - pytał pan Staszek.
Oczywiście, to tylko jeden telefon. Dla takich gości zawsze znajdzie się bilet odparł Podolski, robiąc sobie pamiątkowe zdjęcie pod tablicą z sukcesami Górnika.
Sporo tego, choć Bayern ma więcej. Słyszałem, że będzie tutaj budowany nowy stadion. Dobrze, w każdym razie trawa już jest na światowym poziomie. W Monachium nie ma lepszej dodał z uśmiechem piłkarz.
To była jego pierwsza wizyta na stadionie polskiego klubu. Sam twierdzi, że kolejną chciałby odbyć przy okazji meczu Ligi Mistrzów, czyli najwcześniej za rok. Bayern w tym sezonie zagra tylko w Pucharze UEFA.
Rok temu, przy okazji meczu Polaków z Niemcami występowaliście z Miro Klose w rolach głównych. Jak dziś wspominasz tamte wydarzenia?
Marzenie było takie, by obie drużyny wyszły z grupy. To się nie udało, ale dla Polaków decydująca okazała się porażka z Ekwadorem, a nie z naszą drużyną.
Potem pojechaliącie do domu, a my graliśmy jeszcze długo. Oczywiście, że taka drużyna jak Niemcy, grając u siebie chce być mistrzem świata, ale trzecie miejsce to nie był zły wynik. W sumie wszyscy byli bardzo zadowoleni.
Zamieszanie wokół was?
Było naturalne. W końcu Polska i Niemcy to dwaj sąsiedzi, w Niemczech mieszkają setki ludzi takich jak ja, urodzonych w Polsce i blisko z tym krajem związanych. To był szczególny mecz. Wiadomo było, że media tego tematu nie odpuszczą. I nie odpuściły. Tylko moja babcia nie miała wtedy spokoju. To jednak skończyło się razem z ostatnim gwizdkiem.
Dziś jeszcze dziennikarze pytają o polskie korzenie?
Niemal zawsze. I mówię to samo. Tutaj się urodziłem, tutaj lubię przebywać, mam bliskich, a rodzice w domu mówią po polsku.
To prawda, że niektórych meczach kadry Juergen Klinsmann kazał wam z Klose mówić po polsku, by rywale was nie rozumieli?
Klinsmann ma poczucie humoru, pewnie dlatego tak powiedział. Żadnych ustaleń jednak nie było. To naturalne, że z Miro rozmawiamy często po polsku. Prywatnie i w trakcie meczu.
Jesteście w stałym kontakcie?
Dzwonimy do siebie. Nie każdego dnia, ale kontakt jest zachowany. I - co najważniejsze - widzimy się na meczach kadry. Gra też wychodzi nam wtedy całkiem nieźle. Nie jest jednak tak, że wiemy o sobie wszystko. Na przykład pojęcia nie mam gdzie on był na wakacjach. On pewnie nie wie tego o mnie.
A gdzie byłeś?
Było ciepło. Tajemnica... Teraz jestem w Gliwicach i jest super.
Piłkarze Bayernu jeżdżą razem na urlopy?
Zdarza się. Ja ruszyłem tylko z moją dziewczyną Moniką. Kolegów mam każdego dnia przez cały, długi sezon. Odpoczęliśmy tylko we dwoje. To tak naprawdę mój pierwszy urlop od trzech lat.
Letni przyjazd do Gliwic to już tradycja.
Nie będę już babci ciągnął do mnie, bo to starsza osoba. Dla mnie taki przyjazd to żaden problem. Wyjazd planowaliśmy wcześniej, a że Monika ma rodzinę w Legnicy, na pewno się nie nudzimy. Jest jeszcze kuzyn we Wrocławiu, trochę rodziny w samych Gliwicach.
Zależało ci na zdjęciu z napisem Sośnica. Dlaczego?
Bo to mało znana dzielnica, w której żyją sympatyczni ludzie. Dobrze, że wymyśliłeś to zdjęcie pod kopalnią. Wujek tutaj pracuje, pewnie większość ludzi i rodzin dzięki niej miało pracę. Przy okazji mogłem sobie kupić "Sport". Fajne było to zdjęcie w poniedziałek na pierwszej stronie...
Jak wyglądają relacje piłkarzy Bayernu z prasą?
Profesjonalnie. Raczej nie mają do nas numerów. Mogą rozmawiać po meczach, to nasz obowiązek. Poza tym kilka zdań zdarza się powiedzieć po treningu. Większe wywiady umawia się przez klub, na konkretny dzień i godzinę. Innej drogi nie ma.
Stoją z aparatami pod oknami?
Jeszcze tak nie było. Może za daleko mieszkam, bo 30 km od centrum Monachium. Kilka razy jechali za mną, ale ich zgubiłem. Szybki jestem.
Co nas zaskoczyło, nie chciałeś stanąć do zdjęcia z piłką firmy Nike.
Mam podpisaną indywidualną umowę z Adidasem. Takich rzeczy muszę przestrzegać, mam to wpisane w umowę. Nie jest to jednak problem. Kiedy koledzy chcą ze mną zagrać na podwórku, a jeszcze się to zdarza, to piłka musi być tylko dobrze napompowana. Wtedy jednak nikt nie robi zdjęć.
Takich "utrudnień" życia jest dużo?
Trochę, ale czy to utrudnienia? Zapewniam, że można z tym żyć. Byłoby głupotą, gdybym narzekał.
Co dziś reklamujesz?
Ciastka. Naprawdę świetne.
Jesteś rozpoznawalny w Polsce przez kibiców?
Od mistrzostw świata chyba bardziej, ale bez przesady. Ktoś podejdzie, poprosi o autograf, zapyta o zdrowie... To miłe, zawsze odpowiem.
Profilaktycznie noszę też przy sobie mazak. Co ważne, nigdy nie spotkałem wrogości. Jest to jednak nieporównywalne z tym, co dzieje się w Niemczech. Tam trudno przejść spokojnie w miejscu publicznym. Na szczęście kibice nie są tak żywiołowi jak we Włoszech czy Hiszpanii.
Po taki sezonie jak ostatni, pewnie nie wychodzilibyście z domów...
Właśnie. Tymczasem żyję i wracam do formy.
Wizyta na Górniku sprawiła ci sporą frajdę.
Bardzo... Zawsze przejeżdżam obok stadionu, przecież mieszkam w Gliwicach 2 kilometry od Górnika. Nigdy jednak nie byłem. Murawa świetna, na światowym poziomie. Słyszałem, że za 2-3 lata będzie nowy stadion. Fajnie. Jeżeli włączyła się w to firma Allianz, to musi być dobrze. Dla całej śląskiej piłki.
Widzicie, na jakim Bayern gra stadionie? Tak sobie myślę, że gdybyśmy nie wyjechali do Niemiec jak byłem mały, to pewnie trafiłbym do Górnika. No bo gdzie? Jak byłem mały, to szukałem w tabeli miejsca tej drużyny. Wujek chodzi na mecze, kuzyn... Załatwiłem im na nowy sezon dwa karnety.
Jakiś polski piłkarz dziś mógłby grać z Bayernie?
Myślę, że nie. To jest naprawdę klub klasy światowej. Nie tylko Polakom trudno do niego trafić.
Twoim zdaniem najlepszy polski piłkarz to?
Bardzo podoba mi się Irek Jeleń. Od mistrzostw świata.
Widziałeś od tego czasu jakiś mecz Polaków?
Tak. Z Portugalią. Zagrali świetnie, lepiej niż na mistrzostwach. Tylko skąd ta przegrana w Armenii? Z takimi drużynami dobry zespół musi wygrać. Na mistrzostwach Europy może jeszcze raz się spotkamy.
Odnoszę wrażenie, że w kadrze grasz lepiej niż w Bayernie.
Strzelam więcej goli, ale w Bundeslidze nie gra San Marino. Przyznam, że w kadrze czuję się świetnie i bardzo pewnie. Trenerzy mają do mnie zaufanie, kapitalnie gra się z Miro Klose. I jestem z tą grupą ludzi trzy lata, rozumiemy się często na pamięć.
Czy jednak w Bayernie było gorzej? Cała drużyna miała słabszy sezon, stąd takie odczucia. Pamiętajmy też, że mam dopiero 22 lata, trafiłem do wielkiego klubu jako 21-latek. Ja nie narzekam, choć też jestem zawiedziony tylko czwartym miejscem.
Ty i Klose w jednej drużynie?
W kadrze i Bayernie. To możliwe, klub chce go sprowadzić, ale nic więcej na ten temat nie wiem. Nie mój interes. Ja do Werderu na pewno nie przejdę.
Luca Toni to jednak twój rywal.
Może nowy kolega. Trzy miesiące leczę kontuzję, dochodzę do siebie i walczę o miejsce w zespole. Może zagramy razem, może on, może ja... Sezon jest długi. Pamiętajmy, że odeszli Santa Cruz i Pizarro. Taki klub musi mieć 4-5 świetnych napastników w sezonie.
Bayern to FC Hollywood?
Tak mówili. Może kiedyś tak było, ale teraz? Zespół się stale zmienia, tego lata odchodzi 6 kolejnych graczy. Niewielu zostało tych, którzy pamiętają wygranie Ligi Mistrzów. Z odchodzących najbardziej mi żal Mehmeta Scholla. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy. W szatni? Nikt nie chodzi z głową w chmurach. Są dowcipy, żarty, choć ostatnio było ich zdecydowanie mniej. Zespół też przyjął mnie dobrze, wielu chłopaków znałem przecież z kadry.
Magath i Hitzfeled?
Ten drugi jest bardziej jak ojciec, obaj to świetni fachowcy.
Poznałeś wszystkich wielkich Bayernu. Jakie wrażenia?
Franza Beckenbauera znam praktycznie tylko z telewizji. Nigdy z nim nie zamieniłem słowa. W klubie niemal zawsze jest Rummenigge, ale bardzo zajęty. Sepp Maier szkolił niedawno bramkarzy, pojawiają się Mueller i Breitner. Najczęstszy kontakt mamy jednak z Uli Hoenessem. Jest niemal zawsze przy drużynie. Na dobre i na złe.
Nie uważasz, że w FC Koeln miałeś bardziej spektakularne mecze niż w Bayernie?
Na początku, kiedy nikt mnie nie znał. Potem miałem zawsze dwóch opiekunów. W Bayernie inaczej wygląda gra, moja rola też jest bardziej podporządkowana drużynie.
Najciekawsi ludzi jakich przez ostatnie miesiące poznałeś?
Trudne pytanie... Niejakiego Snoopa Dogga, rapera z USA poznałem na koncercie w Niemczach. Już wcześniej poznałem Ronaldinho i kilku innych chłopaków z Barcelony, której bardzo kibicuję od dziecka. Żal, że przegrali mistrzostwo z Realem.
Wiele gwiazd zobaczyłem przy okazji kręcenia reklamówek Adidasa, ale to ciężka praca. Kręcimy, witamy się w przelocie i do domu, a raczej do klubu. No i Adam Małysz, którego osobiście pojechałem oglądać na Turniej Czterech Skoczni. Dał mi narty. Niemcy patrzą z zazdrością, bo takiego skoczka dziś nie mają. To megagwiazda sportu.
Do wspomnianego Realu ma iść Jerzy Dudek. To dobry pomysł?
Gdyby to była Barcelona... Jego wybór, ale jak ma 33 lata to pewnie chciałby jeszcze pograć. Tam raczej siądzie na ławce. Ja wolę grać.
Pierwszy raz widzieliśmy się blisko cztery lata temu, kiedy w Niemczech wybuchła prawdziwa Poldi-mania. Tymczasem widzę niemal tego samego człowieka.
Nawet rozmawiamy w tej samej okolicy... Dorosłem, dojrzałem, mam dziewczynę, wtedy byłem praktycznie anonimowy, nie miałem nawet prawa jazdy.
Nie jest tak, że nie zmieniło się nic. Mam mniejszy kontakt z kolegami, rzadziej widzę rodzinę. Zależy mi na tym jednak bardzo. Kiedy mam wolne to lecę do Kolonii, z kolegami też w piłkę pogram. Z rodziną w Polsce mam chyba częstszy kontakt niż wtedy. Są dla mnie bardzo ważni.
